Nepal od kuchni

Nepal to nie tylko Himalaje – to również pyszne jedzenie!

Zarówno Nepal jak i Indie są rajem dla naszych podniebień. Dieta Nepalczyka i Hindusa składa się przede wszystkim z warzyw w przeróżnej postaci i formie. Bogactwo ziół i przypraw nadaje potrawom unikalnego smaku i koloru. Dzięki sporej ilości ostrych przypraw przez cały wyjazd nie mieliśmy problemów żołądkowo-jelitowych (choć to także zasługa probiotyków – polecamy!).

Stoisko z świeżo wyciskanymi sokami, dużo lepszymi i tańszymi niż te rozlewane fabrycznie w tetrapaki (zakupu z reklamówki mocno żałowaliśmy), Kathmandu

Dal bhat, Samosy i momo

Najczęściej jedzoną przez nas potrawą w górach jak i przydrożnych „barach” był dal bhat (dal: soczewica; bhat: ryż), zaś w miastach pierożki momo i świeżo wyciskany sok. Dal bhat najtańszy był właśnie w tych barach (ceny od 5 zł). Podstawą był ryż, zupa z soczewicy (zielonej/brązowej/czarnej), potrawka curry (ziemniaki i fasolka szparagowa), duszony szpinak lub szczaw oraz pikle. Do chrupania papad (cienki i chrupki indyjski naleśnik najczęściej z mąki z soczewicy i ciecierzycy). Niewątpliwą zaletą dania jest nieograniczona ilość dokładek wliczona w cenę. Danie nie było w stanie nas znudzić – za każdym razem jedliśmy je w innym wykonaniu. A to inna mieszanka przypraw, inaczej zrobiony dal (zmiksowany, w całości, więcej soczewicy itd.), inne warzywa – wraz ze zmieniającym się z wysokością klimatem, zmienia się też struktura upraw. Niżej więcej było „zieleniny”, curry z mniejszą ilością ziemniaków, a większą fasolki szparagowej. W wyższych partiach gór jedzenie dal bhatu kończyło się na curry z samymi ziemniakami, rzadkim dalu, ryżu i piklach ze słoika.

Gdzie tylko mogliśmy kupowaliśmy samosy (smażone pierożki z nadzieniem ziemniaczano-cieciorkowym). Można je było kupić przede wszystkim w miastach, ale i na szlaku wokół Annapurny w Chame (2650 m n.p.m.) i Manangu (3519 m n.p.m.), małe, tanie (około 2 zł w górach, o połowę taniej w miastach) a jakże sycące!

Różne wersje dal bhatu

Jedzenie na trekkingu – jak się przygotować?

Ze względu na fakt, iż trekking odbywaliśmy przed sezonem, nocleg w Guest Houseach zazwyczaj był darmowy, jeśli zamówiło posiłki (obiad i śniadanie). I tak zaczynaliśmy dzień od omleta z chlebkiem gryczanym lub ziemniakami, a po drodze zjadaliśmy słodkości zakupione wcześniej w Pokharze (zdecydowanie wygrywają Snickersy). W trasie nabieraliśmy i odkażaliśmy wodę dodając często Tang (smakowy proszek do rozpuszczania, niegdyś popularny także w Polsce) lub produkt tangopodobny, by zabić smak chlorowych tabletek. Na koniec dnia w kolejnym Guest Housie zamawialiśmy Dal Bhat lub mamosy i zupkę czosnkową (ponoć dobra na aklimatyzację – w każdym razie pyszna zupa na zwykłym wywarze warzywnym z dużą ilością zmiażdżonego czosnku). Popularne jest wśród turystów zatrzymywanie się na lunch po drodze – z oszczędności czasu i pieniędzy, główne posiłki jadaliśmy tylko w miejscach noclegu. Dodatkowo, od momentu zamówienia do momentu jedzenia czekało się zazwyczaj 1,5 godziny, woleliśmy ten czas wykorzystać na  mycie, pranie, czy też planowaniem kolejnego dnia. Zawsze na wieczór składaliśmy zamówienie na śniadanie dnia następnego na konkretną godzinę. Zwykle wstawaliśmy po godzinie 5 a na 6 schodziliśmy już spakowani i gotowi na posiłek (zazwyczaj przygotowywany punktualnie) i w dalszą drogę.

Poniżej: najlepsze momo w Nepalu – Yangling Tibetan Restaurant w Kathmandu. Powyżej: jedzenie na trekkingu.

W Pokharze sklepy są dobrze zaopatrzone, można spokojnie przygotować się na planowany kilkunastodniowy trekking. Dla mnie fenomenem były suszone strączki z rożnymi przyprawami, szczególnie na ostro – i tak też groszek suszony czy bób suszony zabieraliśmy jako przekąskę. Z Polski mieliśmy również kupioną wołowinę suszoną. Suszone ryby i mięso można także kupić w Pokharze i Kathmandu – niestety sprzedają ją w dość dużych opakowaniach i niesamowicie twardą.

Dodatkowo zawsze warto na szlak zabrać orzechy i suszone owoce – dostępne w wielu sklepach i bazarkach.

Indyjskie thali, czyli w uproszczeniu, rozbudowany dal bhat

Okiem dietetyka

Po powrocie do Polski zrobiłam zestawienie kaloryczne oraz makro i mikroskładnikowe naszych zjadanych posiłków – po 5 tygodniach oboje schudliśmy, tracąc głównie wodę. Niemniej jednak średnia kaloryczność naszych posiłków wynosiła prawdopodobnie ok 2000 kcal (niewiele poniżej mojego zapotrzebowania energetycznego oraz poniżej Kamila o ok 600kcal – licząc że nasza średnia aktywność była na poziomie umiarkowanym: zdarzały się dni bardziej dające w kość ale były i takie gdzie szło się jak na niedzielnym spacerze na Ślężę), zapotrzebowanie na białko w moim przypadku było książkowe, u Kamila odpowiadało jego dolnej granicy normy. Tłuszcze i węglowodany również były w granicach norm dla mnie, niestety Kamil by je spełnić musiałby jeszcze zjeść dodatkowy posiłek. A nie stanowiłoby to problemu, gdyby tylko wiedział że powinien zamówić dodatkową porcję momosów!

Jadłospis nepalski – przepisy na dhal bat, momo i samosy z obliczonymi składnikami odżywczymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *